wtorek, 10 stycznia 2017

#5 Życie to opowieść...

"Życie to opowieść idioty, pełna wrzasku i wściekłości, lecz nic nie znacząca"
                                                                                                           ~ William Shakespeare




Piszemy swoje opowiadanie, swoją historię, której jesteśmy głównymi bohaterami. Jak się ona potoczy? Czy będziemy szczęśliwi? Czy spotkamy w końcu miłość swojego życia?
Prawdopodobnie każdy z nas chciałby znać odpowiedzi na te pytania...

Jak bardzo mam się starać by dobrze wyglądać w oczach innych ludzi? Czy dokonuje odpowiednich wyborów? Czy to co robię ma jakiś sens? Jaki Model Życia jest mi pisany, jaki sam sobie stworzę?

Opowieść każdego z nas jest usłana różami z różnymi kolcami. Nie ma dwóch takich samych róż. W każdej opowieści borykamy się z problemami dla innych błahymi, ponieważ oni mają ciężej... Każdy z nas dźwiga swój własny ciężar pisania własnych stron tego co z nami będzie... Pisanie te odbija się także na osobach postronnych... Nieświadomie mamy wpływ na innych ludzi...

Moje strony są pełne smutku i błędów, na których się uczę. Pełne wzlotów i upadków. Tak mało jest w nich radości z każdej minuty, która mija nieubłaganie. Będąc pogrążonym w nieprzenikliwej ciemności samotności pojawiła się iskra nadziei. Wznieciła we mnie ogień, tak pożądliwy, tak pragnący więcej, że nie wiedząc kiedy zauważyłem, iż ta iskra przekształciła się w moje słoneczko...
Jej słowa, która kierowała dla mnie są tak niesamowite... Jakim sposobem uchowała się i uchowało takie myślenie jak jej, takie niemodne w tym próżnym świecie, wśród wszystkich tych ludzi, którzy zrobią wszystko, żeby taką miłość jak jej poniżyć, zniszczyć, zamordować... Chcę i będę stać na straży tej miłości... Tacy ludzie są na wymarciu, na zatraceniu. Będę samolubny i powiem" nie oddam"... Ale czy będzie to wieczne? Może się w końcu zmienić... Więc moje słońce w sercu umrze na zawsze...Moje życie to opowieść idioty... W duszy słychać wrzask, a ona mnie uspokaja... W umyśle jest pełno wściekłości, a ona patrzy tylko z politowaniem i głaszczę po policzku... Dla wszystkich innych moje serce jest nic nie znaczące, ona natomiast układa pluszaki i poduszki w tym serduszku, przykrywa się kocykiem i przytula mnie całego....
Kiedyś obudziłem się obok niej, za oknem było dosyć ponuro i nijako. Patrzyłem się jak słodko śpi obok mnie, jak spokojnie oddycha. Zapamiętuję każdy detal jej twarzy, każdą rysę jej cudownej twarzy. Po cichutku dotykam jej ciepłej skóry, delikatnie gładzę zgrabny łuk jej bioder. Moje oczy dopada wzruszenie, łzy ciskają się na oczy, po chwili czuje słony posmak w ustach. A ja myślę tylko o tym, że chcę by już zawsze było tak jak wtedy, że tak banalnie nie wyobrażam sobie życia bez niej u swego boku. Moje myśli krążą tylko wokół wspólnej starości i chcę umrzeć pierwszy, ponieważ nie wytrzymuje już nawet teraz dnia bez niej, po prostu nie przeżyję jej odejścia. Wiem, że jestem jej bohaterem, jej wielorazowym wybawcą, tylko czy ona wie, że ona jest moją siłą, dzięki której mogę pisać tą opowieść? Mam nadzieję, że kiedyś ją upewnię w tym przekonaniu.        *Rubin*


Dziękuję wam za przeczytanie tych wypocin, a także każdych poprzednich, nawet jeśli jest was póki co kilkudziesięcioro to i tak cieszę się iż mogę przekazać wam co nie co... Bajooo :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz